Polska

Darłowo i Darłówko

Miasto portowe i kąpielisko morskie na prawym brzegu rzeki Wieprzy, w odległości 3 km od morza.Dzisiejsze Darłowo dzieli się na dwie odrębne części, a mianowicie na właściwe Darłowo, które stanowi zachowany niemal w czystej formie przykład miasta średniowiecznego o szachownicowym układzie ulic oraz Darłówko — nadmorską miejscowość kuracyjno-wypoczynkową, zabudowaną willami i pensjonatami wśród sosnowego lasu.Darłowo wraz z Darłówkiem liczy ponad 10 tysięcy mieszkańców.

Historia miasta

Pierwsza wzmianka o Darłowie pochodzi z roku 1205. W okresie wczesnośredniowiecznym było tu grodzisko. Okolice Darłowa nazywano „terra Dirlowa” lub też „castellania de Thirlow”. W roku 1270 książę rugijski Wiczesław II nadał mieszkańcom Darłowa prawa miejskie. Po śmierci księcia Mestwina II, który prowadził na Pomorzu politykę wybitnie antyniemiecką, krzewiąc i utrwalając odrębność narodową i więź z Polską – zaczęły się długotrwałe spory o sukcesję. W XIII wieku Darłowo było warownią polską, jedną z dwunastu, które w roku 1307 Piotr Święca, sprzeniewierzywszy się królowi Łokietkowi, wydał zdradziecko Brandenburczykom. W roku 1312, Piotr, Jaśko i Wawrzyniec Święcowie, piszący się wojewodami całego Pomorza, nadali Darłowu przywilej powtórnej lokacji miasta na prawie lubeckim i odbudowali zniszczony w ostatnich wojnach z Krzyżakami zamek. W roku 1313 zamek został opanowany i obsadzony załogą przez księcia Pomorza Zachodniego Warcisława IV. Darłowo rozkwitało gospodarczo i umacniało swoje znaczenie polityczne.

Darłowo

Gromadząc coraz większe zasoby materialne i bogacąc się, miasto coraz bardziej uniezależniało się od władzy książęcej. W celu zapewnienia sobie pełnego bezpieczeństwa, Darłowo zawarło w roku 1418 przymierze zaczepno-odporne ze Słupskiem i Sławnem. W drugiej połowie XV wieku nawiedziła miasto trzykrotnie dżuma, zbierając śmiertelne żniwo. Na podstawie starej ordynacji miejskiej rada miasta składała się z trzech burmistrzów, dwóch podskarbich, 6-7 radnych i jednego syndykusa. Kadencja rady upływała corocznie w piątek „po św. Łucji”.

W roku 1624 nawiedził Darłowo wielki pożar, który stał się przełomowym momentem w jego historii, zapoczątkowując okres upadku. W czasie tego pożaru ogień strawił 566 budynków, kościół farny, ratusz, szkołę i wiele innych ważnych obiektów. Darłowu pospieszyły z pomocą miasta sąsiednie, m. in. Słupsk i Koszalin. Również książę Bogusław XIV ofiarował miastu pieniądze i materiały budowlane.
Ponowne pożary, zarazy oraz wojna trzydziestoletnia, pogłębiły upadek Darłowa.
W roku 1653 Darłowo wraz z większą częścią Pomorza Zachodniego przeszło pod panowanie brandenburskie.
Pod koniec XVIII wieku Darłowo liczyło około 2300 mieszkańców.
Mimo pewnego ożywienia i nawet rozkwitu w XIX wieku i na początku XX wieku, miasto nie powróciło do dawnego znaczenia. Spadło do roli małego miasteczka, położonego z dala od głównych szlaków komunikacyjnych.

W roku 1939 liczyło ono razem z Darłówkiem 8 162 mieszkańców.
Podczas II wojny światowej Darłowo stało również na uboczu wielkich wydarzeń. Pod koniec maja 1944 roku, przywieziony został do Darłowa na prace przymusowe Stanisław Dulewicz, który tak wspomina w pamiętnikach swoje przybycie:

Nie zapomnę nigdy obrazu, jaki roztoczył się tu przed moimi oczami. Obok urzędników Arbeitsamtu grupa polska, umęczona nie tylko perypetiami podróży ale i strasznymi przeżyciami z obozu, z przerażeniem w oczach zobaczyła gromadę kilkudziesięciu bauerów, którzy traktując nas jako polnisches Vieh, oglądali każdego Polaka indywidualnie, badając siłę muskułów rąk, zaglądając w oczy i badając stan uzębienia. Nie obeszło się oczywiście przy tym bez dość mocnego poklepywania mężczyzn i obmacywania na oczach mężów, ojców i braci kobiet, zwłaszcza młodych… cała ta manipulacja do złudzenia przypominała tragiczne obrazy z życia Murzynów z powieści Chata wuja Toma…

Dzień 7 marca 1945 roku był dniem wyzwolenia Darłowa. W dalszym ciągu czytamy w pamiętnikach Dulewicza:

A oto u wylotu ulicy Zamkowej w szarzyźnie ustępującej nocy zaroił się mrowiem tłum ludzi w długich szynelach z okrągłymi futrzanymi czapkami na głowach, z bronią gotową do strzału… z rozradowaną twarzą witałem po rosyjsku radzieckich, jak mniemałem żołnierzy. Widocznie wprawne ucho musiało wyczuć we mnie cudzoziemca gdyż sierżant oddziału o pięknej jak malowanie twarzy, zaróżowionej od mrozu, spodziewanie rzekł do mnie po polsku: Niech się pan nie wysila, by mówić do nas po rosyjsku, gdyż ten oddział żołnierzy, jak pan widzi, to wszystko Polacy, przeważnie warszawiacy z pochodzenia…

Tak to Darłowo, po powrocie do Macierzy, weszło w nowy okres swojej historii.

Historia portu

Darłowo jako port jest równie stare jak i gród. Do czasu wojny trzydziestoletniej było ono głównie miastem handlowo-morskim, a gospodarczy rozwój Darłowa powiązany był z morzem. Statuty miejskie zawierały rozporządzenia, mające na celu utrzymanie tego stanu rzeczy. Zabraniały one np. sprzedawać obcym swój udział w statku i wymagały, aby każdy statek przez siedem lat pozostawał własnością darłowianina. Kto sprzedał obcemu swój statek wcześniej, był karany grzywną 100 florenów i tracił na przeciąg siedmiu lat prawo do budowy nowego statku.Zasięg handlu morskiego ograniczał się głównie do basenu bałtyckiego. Lubeka i Gdańsk były portami, z którymi Darłowo utrzymywało główne kontakty. Mniej żywy był już handel z portami Holandii, Norwegii, Anglii i Szkocji. Statek francuski był w porcie darłowskim rzadkością. Gdy w roku 1574 wpłynął do portu statek Wilhelma Poitou z Rouen na nabrzeże stawiła się cała rada miasta „in corpore”. W jednej z dwu karczm (jedna na wschodnim, druga na zachodnim brzegu Wieprzy) wypito z tej okazji piwa za 7 marek. Urzędnicy portowi nie otrzymywali żadnego uposażenia, jedynie za bieganinę dawano im tzw. „podeszwowe” w wysokości 8 marek rocznie.

W roku 1497 nawiedziła Darłowo straszna klęska. Silny sztorm spowodował, że wody Bałtyku wystąpiły z brzegów i zalały miasto. W porcie zniszczone zostały wszystkie nabrzeża, a większość domów zniesiona przez fale. Cztery znajdujące się wówczas w porcie statki zerwane zostały z cum i wyrzucone na ląd. Jeden z nich znalazł się koło Żukowa, drugi w pobliżu kościoła Św. Gertrudy. W klasztorze woda zalała krużganki, a w kościele poziom wody sięgał do wysokości ołtarzy. W piwnicach zalało mnichom antałki z winem i piwem, którego nie można już było (niestety) skonsumować. Gdy woda opadła, w ogrodach przed miastem znaleziono mnóstwo ryb. Od roku 1331 Darłowo było pośrednim (przez Kołobrzeg) a od roku 1412 bezpośrednim członkiem Hanzy. Największy jego rozkwit nastąpił w okresie wojen 1563— 1570, kiedy to płynęło tylko do samej Szwecji, lub przypływało stamtąd 100 statków rocznie. Jednocześnie handel lądowy przenikał daleko w głąb Polski. W dniu 27 sierpnia 1568 roku weszła do darłowskiego portu eskadra okrętów kaperskich, składająca się z ośmiu jednostek. Eskadra patrolowała wody Bałtyku pomiędzy Bornholmem a Kołobrzegiem.

Przez kilka dni i nocy pływając na pełnym morzu tu i tam, mając pilne uważanie — pisze dowódca flotylli Andrzej Schmit — postanowiliśmy zawrócić w stronę lądu jako, że i prowiantu brakować nam zaczynało. Za daleko było wracać na polskie wybrzeże, przeto postanowiliśmy skierować swe okręty do najbliższego portu Księstwa Pomorskiego i tam zaopatrzyć się w żywność… Wśród ciemnej nocy podpłynęliśmy do Darłowa, przycumowaliśmy do nabrzeża i pełni dobrej myśli, że spotkamy tu przyjaciół i jak przyjaciele i sąsiedzi zostaniemy przez nich przyjęci. Sądziliśmy, że nasze potrzeby, za nasze nie gorsze od innych pieniądze, zostaną zaspokojone, tym bardziej, że występowaliśmy w imieniu naszego najłaskawszego Króla i Pana Zygmunta Augusta…

Gdy patrycjat darłowski, głównie Niemcy nie chcieli dobrowolnie zaopatrzyć polskich statków w żywność, być może z obawy przed Szwedami, wówczas marynarze polskiej floty mieli wspaniały pretekst do rabunku, tym bardziej, że stwierdzono niezbicie zaopatrywanie Szwedów zarówno w żywność jak i broń.Musimy także przyznać — stwierdza dalej kapitan Schmit — że od rybaków i mieszczan, którzy się mocno ucieszyli z naszego przybycia, spotkało nas miłe przyjęcie…

Ludność, o której mowa to prawdopodobnie ludność słowiańska, ciesząca się z przybycia floty pobratymczego narodu. Wojna trzydziestoletnia i związane z nią rabunki oraz rekwizycje niszczyły dorobek lat poprzednich. Podupadły handel podniosła dopiero rozbudowa portu w czasach pruskich. Wojna siedmioletnia przyczyniła się do nowego, kolejnego zaniku żeglugi. Dopiero opieka Fryderyka Wielkiego polepszyła położenie kupców i armatorów. Za czasów Napoleona, kupcy darłowscy wykorzystywali blokadę Anglii i bogacili się przemycając towary angielskie do Europy. Od roku 1840, tj. od czasu przejęcia portu, przez państwo, do roku 1887, obserwujemy rozbudowę darłowskiego portu. Z Darłówka wywożono w tym czasie: zboże, ziemniaki, drewno, płótno, spirytus, szkło, a przywożono: towary kolonialne, węgiel, wyroby żelazne, materiały budowlane, złom żelazny, sól glauberską i wapień.

Podczas gdy w roku 1872 darłowscy armatorzy posiadali 43 statki o nośności 6002 łasztów, to armatorzy z Kołobrzega mieli tylko 33 statki o nośności 3242 łasztów a Ustka 25 statków o nośności 1448 łasztów. Oprócz trzech małych armatorów, największym w Darłowie był E. Hemptenmacher, właściciel 52 dużych żaglowców, które pływały do Anglii, Południowej Ameryki a nawet do wschodnich Indii. Wchodzące do portu żaglowce wytracały swoją prędkość na grubej linie, która rozpięta była u nasady falochronów. Miała ona 60 metrów długości i 77 mm średnicy. Lina była umocowana do pala hamującego znajdującego się u nasady falochronu wschodniego, a następnie obłożona na palu znajdującym się za nasadą falochronu zachodniego i trzymana przez wielu ludzi. W roku 1910 weszło do portu 100 żaglowców i 206 parowców. W czasie II wojny światowej w południowo-zachodniej części awanportu budowano żelbetowe statki, których wraki można oglądać do dziś. Brak stali i wykwalifikowanych stoczniowców zmusił strony wojujące do ponownego zainteresowania się tego typu budową kadłubów okrętowych. Przodowały pod tym względem USA, Niemcy i ZSRR. Pierwszy ze zbudowanych w Darłowie statków był zbiornikowcem. Prace przy kadłubie rozpoczęto w lipcu 1942 roku, po roku odbyło się wodowanie a 13 miesięcy później, w drugiej połowie 1944 roku ukończono wyposażenie statku. W przeddzień próbnego rejsu, statek został uszkodzony na skutek wybuchu kilku bomb. Długość jego kadłuba wynosiła 90 metrów, grubość poszycia 12 centymetrów, wyporność 6 550 ton. Kadłub był betonowany i wodowany dnem do góry a następnie odwracany.

Pozostawione przez Niemców w awanporcie wraki to niedokończone kadłuby pontonów. Po wyzwoleniu, 9 stycznia 1946 roku, duński statek „Helene” zapoczątkował przeładunki międzynarodowe w odzyskanym porcie darłowskim. Do końca miesiąca obsłużono 17 statków, a w pierwszej połowie lutego dalsze 24. Były to przeważnie statki bander szwedzkich, duńskich i fińskich. W tym krótkim czasie wyeksportowano około 65 tysięcy ton węgla. Małe szkunery brały po 100, 150 do 300 ton ładunku i często pod żaglami wychodziły z portu. Pomimo nieprzystosowania urządzeń i pomimo posługiwaniem się wyłącznie transporterami, przeładowano w sześciu miesiącach 1948 roku więcej niż w całym roku 1938. W ciągu 10 miesięcy 1951 roku, a więc roku, w którym gwałtownie zaczęto ograniczać przeładunki, w porcie było 241 statków, które zabrały 45,3 tysięcy ton węgla, 2 tysiące ton innych ładunków masowych i 800 ton drobnicy.