Polska

Łeba – Ustka

Wyruszając na trasę naszego szlaku, udajemy się z dworca kolejowego (0 km.) w lewo i przechodzimy przez drewniany most na rzece Łebie (0,5 km). Następnie idziemy szeroką drogą, którą opuszczamy, gdy skręca ona w lewo (1 km) i maszerujemy dalej prosto, drogą. Po prawej stronie mijamy duże i bardzo ładne pole namiotowe, będące pod opieką Rady Narodowej i dochodzimy do „Orbisowskiego Ośrodka Campingowego”. Za Ośrodkiem (800 m od rozwidlenia) idziemy w prawo wzdłuż płotu a następnie po przejściu około 140 m, skręcamy w lewo i po przejściu dalszych 120 m, w głębi lasu widzimy ruinę opuszczonego w roku 1590 kościoła św. Mikołaja, stojącego ongiś w centrum Starej Łeby. Podobno jeszcze około roku 1860 obok ruiny znajdował się otwór. Gdy wrzucało się tam kamień, można było słyszeć uderzenie, jak gdyby kamień spadał po schodach, a potem uderzenie o metaliczny przedmiot. Może były to odgłosy pochodzące od uderzenia o trumny, a może znajdowały się tam skrzynie ze skarbami? Po zwiedzeniu ruiny oraz kąpieli w morzu wracamy z powrotem do drogi brukowanej (1 km) i idziemy nią na południowy zachód. Po prawej i po lewej stronie drogi rozciąga się las na mokradłach, często występujących na zapleczu terenów wydmowych. W lesie, po prawej stronie na sztucznym wzniesieniu, znajduje się mały cmentarzyk.

Łeba

Po stronie południowej ciągnie się długie na 17 km jezioro Łebsko, największe z naszych jezior przybrzeżnych i trzecie co do wielkości w Polsce. Powierzchnia jego wynosi 76 km2, a największa głębokość nie przekracza 5,3 m. We wsi Rąbki (3 km) rozpoczyna się teren projektowanego Słowińskiego Parku Narodowego. Dalszy przejazd pojazdów mechanicznych jest zabroniony. Słowiński Park Narodowy obejmuje 17939 ha. Jest to trzeci co do wielkości (po Kampinoskim i Tatrzańskim) Park Narodowy w Polsce. Granica Parku przebiega od punktu 184 750 m wybrzeża Morza Bałtyckiego do północno-wschodniego wybrzeża jeziora Łebsko, wzdłuż jego południowego brzegu, obejmuje tereny wokół wsi Kluki, biegnie wzdłuż Zachodniego brzegu jeziora Łebsko do Czołopina, wzdłuż południowego brzegu jeziora Dołgie i dalej wzdłuż wschodniego, południowego i zachodniego brzegu jeziora Gardno do wsi Rowy (217,3 km wybrzeża bałtyc­kiego). Ochronie ścisłej podlega 6 954 ha i składają się na nie następujące pozycje: 3 516 powierzchni wód obejmujących części przybrzeżne jezior, będące miejscem gniazdowania ptactwa, 77 ha torfowisk i łąk nadbrzeżnych, 650 ha lotnych piasków (ruchome wydmy), 2 711 ha karłowatego lasu sosnowego na wydmach mierzei. Ochrona ścisła zmierza do zachowania w stanie nienaruszonym całości przyrody a w szczególności do utrzymania naturalnego stanu całych zespołów. Utworzenie Słowińskiego Parku Narodowega ma na celu ochronę terenów, które wyróżniają się zarówno charakterystycznym krajobrazem jak i wysokimi wartościami przyrodniczo-naukowymi i turystycznymi. Na powstanie owego swoistego krajobrazu złożyła się tu zarówno praca lądolodu skandynawskiego jak i nieustanna działalność morza i wiatrów. Jeziora przybrzeżne, powstałe z dawnych zatok morskich, stanowią cenny obiekt badań ornitologicznych, tak z uwagi na ogromne bogactwo ptactwa wodnego gnieżdżącego się na tych wodach, jak też z uwagi na doniosłą rolę jezior jako ostoi dla ptactwa w czasie wiosennych i jesiennych przelotów. Na specjalną uwagę zasługuje charakterystyczny typ lasu sosnowego. Poważną rolę odgrywają też względy etnograficzne (np. wieś Kluki).

Na obszarze Parku obowiązują szczególne przepisy porządkowe dla zwiedzających i turystów. Tak więc nie należy zanieczyszczać terenu, płoszyć zwierzyny, niszczyć drzew i innych roślin, zakłócać ciszy, palić ognia. Biwakować należy w miejscach wyznaczonych przez Dyrekcję Parku. Ruch turystyczny może się odbywać tylko po drogach i ścieżkach oraz wodach wyznaczonych do tego celu przez Dyrekcję Parku. We wsi Rąbki (3 km) wchodzimy na betonową drogę, którą biegnie w dalszym ciągu na zachód, prowadzi nas do poniemieckiej wyrzutni rakiet typu V (6,5 km). Wyrzutnia nie spełniła na szczęście swego zadania. Skończyło się tylko na budowie fundamentów i zaplecza. Szybki marsz Armii Radzieckiej uniemożliwił hitlerowcom zrealizowania ich zamierzeń. Za wyrzutnią biegnie już zwykła droga polna. W pewnym miejscu (9 km) drogę ucina prawie pionowa ściana piasku. Wchodzimy na górę i stajemy zaskoczeni roztaczającym się widokiem. To „polska Sahara” — jedne z największych w Europie wydmy wędrujące. Przy silnym wietrze zachodnim nad powierzchnią wydmy unosi się kilkudziesięciocentymetrowa mgiełka lotnego piasku siekącego po nogach, wciskającego się w oczy i w zęby. Prędkość przesuwania się wydmy dochodzi do 10 m rocznie. Niesie ona polom i domostwom nieuchronną zagładę. Stopniowo zasypywane jest również jezioro i nawet las nie potrafi powstrzymać jej pochodu.

Wydmy

Piasek, przysypujący drzewa, nie łamie nawet najdrobniejszych gałązek, nie niszczy igieł, szyszek czy liści. Można to łatwo stwierdzić, odkopując ostrożnie zasypaną gałąź. Zgubne jest tylko w tym przypadku odcięcie dostatecznej ilości tlenu do korzeni. Rośliny po prostu duszą się. Wydmy, które obserwujemy, nie są celowo umacniane przez człowieka. Dzięki temu można śledzić naturalne działanie sił przyrody, co jest zresztą ideą wszystkich parków narodowych. Brniemy dalej po wędrujących piaskach południowym brzegiem mierzei, aby od strony zawietrznej móc lepiej obserwować proces przemieszczania się wydmy. Ciekawy jest również młody olszynowy las, rosnący wzdłuż brzegów jeziora. Stanowi on jedno z końcowych ogniw w procesie zarastania przez roślinność, zbiorników wodnych. Od strony jeziora rzeka Łeba nanosi muł, a od strony mierzei wiatr przynosi piasek. Jezioro staje się coraz płytsze, co umożliwia dalsze wkraczanie roślinności. Od zbiorowisk roślin wodnych o liściach pływających, poprzez szczególnie tutaj szeroki pas szuwarów, złożonych z trzciny oraz różnych gatunków sitowia, przez podmokłe łąki i zarośla kruszyny dochodzimy do olszyn. W zagłębieniach wydmowych napotykamy ślady niemieckiej szkoły, pilotów szybowcowych, założonej w roku 1930 w tym właśnie miejscu, z uwagi na bardzo korzystne warunki powstawania prądów wznoszących. W okresie II wojny światowej ćwiczyły na wydmach niemieckie wojska z „Afrika-Korps”. W XVIII stuleciu zasypana została tutaj wieś Łączki. Wchodzimy na najwyższą z wydm na mierzei — na Łącką Górę (42 m. npm.). Widok z tej góry jest naprawdę niezapomniany. Swoisty urok sfalowanej nadmorskiej pustyni pozostaje w pamięci wrażliwego na piękno turysty.

Za drugim punktem triangulacyjnym (pierwszy stał przy wejściu na wydmy) skręcamy na południe i przedzierając się przez dziewiczy las gdzie najwyższym prawem jest morski wicher, dochodzimy do ścieżki biegnącej wzdłuż jeziora. Dzika knieja rozbrzmiewa świergotem ptactwa, a od wydm dochodzi gorący oddech pustyni. Jest tu zupełne bezludzie, dostrzec tylko można ślady racic dzików i sarn. Ścieżką dochodzimy do Boleńca (16,5 km).

Boleniec — to pięć rozwalonych już chat, niezamieszkałych obecnie, krytych sitowiem. W chatach tych przebywali w okresie połowów sławińscy rybacy z Kluk i innych okolicznych osiedli. Słowińcy to jedno z plemion kaszubskich zamieszkujących przeważnie północne i wschodnie tereny powiatu słupskiego. Przed wiekami Słowińcy zamieszkiwali obszary zńacznie większe. Stały napór germanizacyjny sprawił jednakże, że coraz większe rzesze odciętej od Macierzy ludności traciły kontakt z ojczystą mową. Pod naporem niemieckiej szkoły, powszechnie obowiązującej, kościoła protestanckiego oraz służby wojskowej, ludność słowińska wynaradawiała się coraz bardziej. Jedynie na trudno dostępnych obszarach nad jeziorem Łebsko, wśród bagien i rozległych wód, Słowińcy przetrwali do naszych czasów. Sama nazwa oraz charakter gwary budziły u wszystkich slawistów zainteresowanie; potęgowane w dodatku egzotyką tego wymierającego ludu. Pierwszy zwrócił nań uwagę pastor gdański Krzysztof Celestyn Mrongowiusz i on też pierwszy jeździł go badać. Po nim odbył tutaj podróż w roku 1856, częściowo w towarzystwie Ceynowy i Papłońskiego, profesor petersburski Aleksander Hilferding. W książce pt. Ostatki Słowian Hilferding opisuje, jak starzy Kaszubi w prostych słowach opowiadali mu tragiczne dzieje swojej germanizacji: „Do czasu siedmioletniej wojny (1756-1763) była tu sama Polska, wszyscy mówili po kaszubsku. Król nakazał, ażeby uczyli się po niemiecku i wszystkie dzieci się uczyły. My jeszcze zawsze w domu rozmawialiśmy po kaszubsku, ale już moim dzieciom licho idzie mowa polska. To wszysłko zaginie, potem to już nikt nie będzie tutaj, tu już nie będzie się mówiło po kaszubsku i się zapomni. To król nie chce tego mieć, wszystko ma być po niemiecku, wszędzie jedna mowa”. Przy przeciwnych wiatrach i sztormowej pogodzie, siedzieli rybacy w bolenieckich chatach przy ognisku, opowiadając o swoich przygodach i potężnych wężach wyłaniających się z toni morskiej i zionących ogniem, o ognistym cielcu, który pilnował złożonych w zaroślach złotych dukatów, o białej dziewczynie ukazującej się nad falami, a znikającej jak mgła przy zawołaniu i o zatopionych dzwonach z kościoła Św. Mikołaja, dzwoniących u ujścia Łeby. Dym uchodził przez otwór w powale, wędząc rozwieszone na strychu ryby i impregnując sieci. Kobietom jako tym, które przynoszą w połowach nieszczęście, wstęp do chat w Boleńcu był zabroniony.

Zwroty rybackie w narzeczu kaszubskim utrzymywały się tutaj szczególnie długo. Dorsza, tak jak wszędzie na Kaszubach zwano pomuchlem. Jak opisuje Tetzner, ryby jadano przeważnie gotowane, rzadko pieczone. Gotowano kartofle razem z wędzonymi flądrami, albo kartofle i węgorza w mleku. Solony śledź był rarytasem. Głównym pożywieniem były jednak kartofle, które mają tutaj najlepsze warunki rozwojowe. Często jadano kartofle gotowane razem z kaszą. Kawę pito rzadko, przyrządzano natomiast chętnie cykorię i palone zboże jako tańsze. Cukier używano raczej jako lekarstwa. Mięsa jadano mało a owoce i kluski były potrawą świąteczną. Z Boleńca kierujemy swoje kroki na północ — na plażę. Plażą idziemy około 7 km i skręcając na południe dochodzimy do latarni morskiej, Czołpino (27 km).