Darłowo i Darłówko

Historia portu
Darłowo jako port jest równie stare jak i gród. Do czasu wojny trzydziestoletniej było ono głównie miastem handlowo-morskim, a gospodarczy rozwój Darłowa powiązany był z morzem. Statuty miejskie zawierały rozporządzenia, mające na celu utrzymanie tego stanu rzeczy. Zabraniały one np. sprzedawać obcym swój udział w statku i wymagały, aby każdy statek przez siedem lat pozostawał własnością darłowianina. Kto sprzedał obcemu swój statek wcześniej, był karany grzywną 100 florenów i tracił na przeciąg siedmiu lat prawo do budowy nowego statku.
Zasięg handlu morskiego ograniczał się głównie do basenu bałtyckiego. Lubeka i Gdańsk były portami, z którymi Darłowo utrzymywało główne kontakty. Mniej żywy był już handel z portami Holandii, Norwegii, Anglii i Szkocji. Statek francuski był w porcie darłowskim rzadkością. Gdy w roku 1574 wpłynął do portu statek Wilhelma Poitou z Rouen na nabrzeże stawiła się cała rada miasta „in corpore”. W jednej z dwu karczm (jedna na wschodnim, druga na zachodnim brzegu Wieprzy) wypito z tej okazji piwa za 7 marek.
Urzędnicy portowi nie otrzymywali żadnego uposażenia, jedynie za bieganinę dawano im tzw. „podeszwowe” w wysokości 8 marek rocznie.


W roku 1497 nawiedziła Darłowo straszna klęska. Silny sztorm spowodował, że wody Bałtyku wystąpiły z brzegów i zalały miasto. W porcie zniszczone zostały wszystkie nabrzeża, a większość domów zniesiona przez fale. Cztery znajdujące się wówczas w porcie statki zerwane zostały z cum i wyrzucone na ląd. Jeden z nich znalazł się koło Żukowa, drugi w pobliżu kościoła Św. Gertrudy. W klasztorze woda zalała krużganki, a w kościele poziom wody sięgał do wysokości ołtarzy. W piwnicach zalało mnichom antałki z winem i piwem, którego nie można już było (niestety) skonsumować. Gdy woda opadła, w ogrodach przed miastem znaleziono mnóstwo ryb.
Od roku 1331 Darłowo było pośrednim (przez Kołobrzeg) a od roku 1412 bezpośrednim członkiem Hanzy. Największy jego rozkwit nastąpił w okresie wojen 1563— 1570, kiedy to płynęło tylko do samej Szwecji, lub przypływało stamtąd 100 statków rocznie. Jednocześnie handel lądowy przenikał daleko w głąb Polski.
W dniu 27 sierpnia 1568 roku weszła do darłowskiego portu eskadra okrętów kaperskich, składająca się z ośmiu jednostek. Eskadra patrolowała wody Bałtyku pomiędzy Bornholmem a Kołobrzegiem.
Przez kilka dni i nocy pływając na pełnym morzu tu i tam, mając pilne uważanie — pisze dowódca flotylli Andrzej Schmit — postanowiliśmy zawrócić w stronę lądu jako, że i prowiantu brakować nam zaczynało. Za daleko było wracać na polskie wybrzeże, przeto postanowiliśmy skierować swe okręty do najbliższego portu Księstwa Pomorskiego i tam zaopatrzyć się w żywność… Wśród ciemnej nocy podpłynęliśmy do Darłowa, przycumowaliśmy do nabrzeża i pełni dobrej myśli, że spotkamy tu przyjaciół i jak przyjaciele i sąsiedzi zostaniemy przez nich przyjęci. Sądziliśmy, że nasze potrzeby, za nasze nie gorsze od innych pieniądze, zostaną zaspokojone, tym bardziej, że występowaliśmy w imieniu naszego najłaskawszego Króla i Pana Zygmunta Augusta…
Gdy patrycjat darłowski, głównie Niemcy nie chcieli dobrowolnie zaopatrzyć polskich statków w żywność, być może z obawy przed Szwedami, wówczas marynarze polskiej floty mieli wspaniały pretekst do rabunku, tym bardziej, że stwierdzono niezbicie zaopatrywanie Szwedów zarówno w żywność jak i broń.
Musimy także przyznać — stwierdza dalej kapitan Schmit — że od rybaków i mieszczan, którzy się mocno ucieszyli z naszego przybycia, spotkało nas miłe przyjęcie…

You May Also Like