Darłowo i Darłówko

W roku 1624 nawiedził Darłowo wielki pożar, który stał się przełomowym momentem w jego historii, zapoczątkowując okres upadku. W czasie tego pożaru ogień strawił 566 budynków, kościół farny, ratusz, szkołę i wiele innych ważnych obiektów. Darłowu pospieszyły z pomocą miasta sąsiednie, m. in. Słupsk i Koszalin. Również książę Bogusław XIV ofiarował miastu pieniądze i materiały budowlane.
Ponowne pożary, zarazy oraz wojna trzydziestoletnia, pogłębiły upadek Darłowa.
W roku 1653 Darłowo wraz z większą częścią Pomorza Zachodniego przeszło pod panowanie brandenburskie.
Pod koniec XVIII wieku Darłowo liczyło około 2300 mieszkańców.
Mimo pewnego ożywienia i nawet rozkwitu w XIX wieku i na początku XX wieku, miasto nie powróciło do dawnego znaczenia. Spadło do roli małego miasteczka, położonego z dala od głównych szlaków komunikacyjnych.


W roku 1939 liczyło ono razem z Darłówkiem 8 162 mieszkańców.
Podczas II wojny światowej Darłowo stało również na uboczu wielkich wydarzeń. Pod koniec maja 1944 roku, przywieziony został do Darłowa na prace przymusowe Stanisław Dulewicz, który tak wspomina w pamiętnikach swoje przybycie:
Nie zapomnę nigdy obrazu, jaki roztoczył się tu przed moimi oczami. Obok urzędników Arbeitsamtu grupa polska, umęczona nie tylko perypetiami podróży ale i strasznymi przeżyciami z obozu, z przerażeniem w oczach zobaczyła gromadę kilkudziesięciu bauerów, którzy traktując nas jako polnisches Vieh, oglądali każdego Polaka indywidualnie, badając siłę muskułów rąk, zaglądając w oczy i badając stan uzębienia. Nie obeszło się oczywiście przy tym bez dość mocnego poklepywania mężczyzn i obmacywania na oczach mężów, ojców i braci kobiet, zwłaszcza młodych… cała ta manipulacja do złudzenia przypominała tragiczne obrazy z życia Murzynów z powieści Chata wuja Toma…
Dzień 7 marca 1945 roku był dniem wyzwolenia Darłowa. W dalszym ciągu czytamy w pamiętnikach Dulewicza:
A oto u wylotu ulicy Zamkowej w szarzyźnie ustępującej nocy zaroił się mrowiem tłum ludzi w długich szynelach z okrągłymi futrzanymi czapkami na głowach, z bronią gotową do strzału… z rozradowaną twarzą witałem po rosyjsku radzieckich, jak mniemałem żołnierzy. Widocznie wprawne ucho musiało wyczuć we mnie cudzoziemca gdyż sierżant oddziału o pięknej jak malowanie twarzy, zaróżowionej od mrozu, spodziewanie rzekł do mnie po polsku: Niech się pan nie wysila, by mówić do nas po rosyjsku, gdyż ten oddział żołnierzy, jak pan widzi, to wszystko Polacy, przeważnie warszawiacy z pochodzenia…
Tak to Darłowo, po powrocie do Macierzy, weszło w nowy okres swojej historii.

Tagi: noclegi z parkingiem Darłówko, Darłówko apartamenty

You May Also Like