Łeba – Ustka

Za drugim punktem triangulacyjnym (pierwszy stał przy wejściu na wydmy) skręcamy na południe i przedzierając się przez dziewiczy las gdzie najwyższym prawem jest morski wicher, dochodzimy do ścieżki biegnącej wzdłuż jeziora. Dzika knieja rozbrzmiewa świergotem ptactwa, a od wydm dochodzi gorący oddech pustyni. Jest tu zupełne bezludzie, dostrzec tylko można ślady racic dzików i sarn. Ścieżką dochodzimy do Boleńca (16,5 km).


Boleniec — to pięć rozwalonych już chat, niezamieszkałych obecnie, krytych sitowiem. W chatach tych przebywali w okresie połowów sławińscy rybacy z Kluk i innych okolicznych osiedli. Słowińcy to jedno z plemion kaszubskich zamieszkujących przeważnie północne i wschodnie tereny powiatu słupskiego.
Przed wiekami Słowińcy zamieszkiwali obszary zńacznie większe. Stały napór germanizacyjny sprawił jednakże, że coraz większe rzesze odciętej od Macierzy ludności traciły kontakt z ojczystą mową. Pod naporem niemieckiej szkoły, powszechnie obowiązującej, kościoła protestanckiego oraz służby wojskowej, ludność słowińska wynaradawiała się coraz bardziej. Jedynie na trudno dostępnych obszarach nad jeziorem Łebsko, wśród bagien i rozległych wód, Słowińcy przetrwali do naszych czasów. Sama nazwa oraz charakter gwary budziły u wszystkich slawistów zainteresowanie; potęgowane w dodatku egzotyką tego wymierającego ludu. Pierwszy zwrócił nań uwagę pastor gdański Krzysztof Celestyn Mrongowiusz i on też pierwszy jeździł go badać. Po nim odbył tutaj podróż w roku 1856, częściowo w towarzystwie Ceynowy i Papłońskiego, profesor petersburski Aleksander Hilferding. W książce pt. Ostatki Słowian Hilferding opisuje, jak starzy Kaszubi w prostych słowach opowiadali mu tragiczne dzieje swojej germanizacji: „Do czasu siedmioletniej wojny (1756-1763) była tu sama Polska, wszyscy mówili po kaszubsku. Król nakazał, ażeby uczyli się po niemiecku i wszystkie dzieci się uczyły. My jeszcze zawsze w domu rozmawialiśmy po kaszubsku, ale już moim dzieciom licho idzie mowa polska. To wszysłko zaginie, potem to już nikt nie będzie tutaj, tu już nie będzie się mówiło po kaszubsku i się zapomni. To król nie chce tego mieć, wszystko ma być po niemiecku, wszędzie jedna mowa”.
Przy przeciwnych wiatrach i sztormowej pogodzie, siedzieli rybacy w bolenieckich chatach przy ognisku, opowiadając o swoich przygodach i potężnych wężach wyłaniających się z toni morskiej i zionących ogniem, o ognistym cielcu, który pilnował złożonych w zaroślach złotych dukatów, o białej dziewczynie ukazującej się nad falami, a znikającej jak mgła przy zawołaniu i o zatopionych dzwonach z kościoła Św. Mikołaja, dzwoniących u ujścia Łeby. Dym uchodził przez otwór w powale, wędząc rozwieszone na strychu ryby i impregnując sieci. Kobietom jako tym, które przynoszą w połowach nieszczęście, wstęp do chat w Boleńcu był zabroniony.

Tagi: wolne pokoje Łeba, noclegi Ustka, pokoje czteroosobowe Ustka

You May Also Like